Czy od klimatyzacji się choruje? Prawda, o której mało kto mówi

Autor: Konrad Szajna · SBH Instal

Słyszę to regularnie: „Ja nie chcę klimy, bo od klimatyzacji się choruje.” Albo: „Włączyłem klimę i zaraz miałem katar.”

I jest w tym ziarno prawdy. Tylko że większość ludzi źle rozumie przyczynę. To nie klimatyzacja szkodzi zdrowiu — szkodzi nieserwisowana klimatyzacja. Różnica jest ogromna, a mało kto ją rozumie.

„Choruję od różnicy temperatur” — to mit

Najczęstsza historia: „Na zewnątrz jest 30°C, ustawiłem 20°C i rano zachorowałem. To przez tę różnicę.”

Różnica temperatur może być nieprzyjemna. Może wysuszyć gardło, wywołać chwilowy dyskomfort. Ale nie od niej się choruje w sensie infekcji. Infekcji dostajesz od wirusów i bakterii, nie od temperatury powietrza.

To skąd ten katar po włączeniu klimy?

Odpowiedź jest mniej wygodna: z jednostki, którą od dwóch lat nikt nie czyścił. Włączasz klimę, a ona wdmuchuje ci w twarz wszystko co się w niej nazbierało — pleśń, grzyby, bakterie, kurz, resztki owadów. Twój organizm reaguje tak, jakbyś wszedł do piwnicy po dziesięciu latach.

Co się zbiera w klimie której nikt nie rusza

Jednostka wewnętrzna podczas chłodzenia to wilgotne środowisko — na zimnym parowniku skrapla się wilgoć z powietrza, woda leci do tacy, odpływa. A wszystko to w ciemnym, zamkniętym pudełku. Dokładnie to, co grzyby i pleśnie kochają.

Typowy skład tego, co wyciągamy podczas serwisu:

  • Pleśń na parowniku i tacy kondensatu
  • Bakterie w wodzie, która nie odpływa jak powinna
  • Grzyby na filtrach
  • Kurz w każdym zakątku
  • Roztocza w tym kurzu

I to wszystko masz w systemie, który przepuszcza przez siebie kilkaset metrów sześciennych powietrza na godzinę. W ciągu dnia pracy klimy to są tysiące metrów sześciennych, które przechodzą przez tę pleśń i lądują w twoich płucach.

Historia z branży — serwisant który chorował

Opowiem ci coś, co słyszałem na szkoleniu. Prawdziwa historia.

Chłopak pracował jako serwisant klimatyzacji. Kilka lat w branży. Nie zakładał maski podczas serwisów — bo po co, przecież „przewieje”. Po każdym serwisie czuł się coraz gorzej. Kasłał. Bolała go głowa. Potem duszności. Potem problemy z płucami — poważne.

Powód? Przez lata wdychał to, co wyciągał z cudzych klim. Grzyby, pleśnie, pył. Dzień w dzień.

Jak ktoś, kto to czyści zawodowo, może się tym rozłożyć — to pomyśl co siedzi w twojej klimie, której nikt nie czyścił od trzech lat, i co z niej wychodzi codziennie do twojego oddechu.

Ta historia daje mocno do myślenia.

Druga historia — wakacje i nagle katar

Znasz to? Jedziesz do hotelu. Wchodzisz do pokoju, parno, włączasz klimę „żeby było chłodniej”. Następnego dnia wstajesz z katarem, zapchanym nosem, gardło drapie. Pierwsza myśl — „przeziębiłem się od klimy.”

Nie przeziębiłeś się. Zainhalowałeś całą hotelową kolonię grzybów.

Gdybyś zobaczył jak wygląda ta klima w hotelu, to byś się przeraził. Tam w środku nie jest już tylko brudno — tam powstało życie. I mam wrażenie, że to życie zaczęło już tworzyć swoją kolonię, swoje państwo, swoją cywilizację.

Hotele rzadko serwisują klimy tak jak powinny — bo jak? Pokój jest zajęty 350 dni w roku, a serwis to dzień offline. Filtry czasem ktoś wytrzepie, ale rozbierania parownika raz w roku? Rzadkość.

I potem goście wsiadają, włączają, i pierwsze co dostają od hotelu to dwa dni kataru. Nie wina klimatyzacji jako urządzenia. Wina tego, co w niej siedzi.

A nawiasem mówiąc — dokładnie to samo dzieje się z klimą w samochodzie. Zamknięta kabina, parownik pod deską rozdzielczą, ta sama wilgoć, to samo życie. Ale to już jest temat na osobny artykuł.

Kiedy od klimatyzacji się choruje — realne objawy

Nie od razu. Nowa klima, świeżo zamontowana — jest czysta. Przez pierwsze kilka miesięcy nic się nie dzieje. Potem powoli.

Objawy u użytkownika który ma zapuszczoną klimę:

  • Katar za każdym razem jak włącza
  • Zapchany nos rano po nocy ze wkłaczoną klimą
  • Kaszel, którego nie było przed sezonem
  • U osób z astmą / alergiami — zaostrzenie objawów
  • Dziwny zapach z klimy (stęchły, kwaśny) — to już ostrzeżenie, że jest źle

Jeśli to rozpoznajesz u siebie — to nie jest przeziębienie. To od klimatyzacji się choruje, a konkretnie od tego co w niej narosło. Klima błaga o czyszczenie.

Więcej o tym jak klima wpływa na organizm napisaliśmy w osobnym artykule — Wpływ klimatyzacji domowej na zdrowie.

Domowy test — sprawdź sam w 2 minuty

Zanim zadzwonisz do serwisu, możesz sobie sam zajrzeć co tam siedzi. Nie potrzebujesz narzędzi — tylko latarki.

Krok po kroku:

  1. Podnieś klapę jednostki wewnętrznej. Ta duża, pod którą są filtry. Wyjmij filtry, popatrz jak wyglądają. Szary puch? Czarne plamy? Zapach? Już masz odpowiedź.
  2. Delikatnie opuść klapkę kierowania strumieniem powietrza — tę ruchomą, która wypuszcza powietrze na pomieszczenie.
  3. Poświeć latarką w środek, na wentylator. To taki walec z łopatkami. Jeśli jest nowa i czysta klima — metal albo plastik, widać łopatki. Jeśli zaniedbana — czasem jest na nim dosłownie narośl. Gruby osad grzybów i kurzu, który narasta warstwami. Widzieliśmy takie, że z wentylatora robi się coś w stylu pleśniowego korka.
  4. Posłuchaj jak pracuje. Włącz klimę, daj chwilę. Równy szum to OK. Ale jeśli słyszysz nierównomierną pracę — głośniej, ciszej, głośniej, ciszej — to znak, że wentylator nie daje rady zaciągnąć powietrza. Zabrudzenie tak go obciąża, że rwie pracę.

Jeśli cokolwiek z tego widzisz albo słyszysz — to nie jest stan, przy którym da się bezpiecznie oddychać tym powietrzem.

Co robisz sam, co robi serwisant

Twoja robota — co 2-4 tygodnie w sezonie:

  • Wyjąć filtry z jednostki wewnętrznej (są na wierzchu, każdy sobie sam wyjmie)
  • Opłukać pod bieżącą wodą
  • Wysuszyć i wsadzić z powrotem

To jest pięć minut roboty. Nic więcej nie robisz sam. Nie rozbieraj, nie pryskaj sprayami „do czyszczenia klim” — to najczęściej marketing, realnie nie robi tego co trzeba.

Nasza robota — raz w roku, czasem dwa:

Zakres dobieramy do stanu — nie każda klima wymaga rozebrania, nie każdy układ wymaga ruszania czynnika. Robimy to co naprawdę trzeba, bez naciągania.

  • Umycie parownika chemią do klimatyzacji (z rozebraniem jednostki jeśli jest mocno zabrudzona)
  • Czyszczenie wentylatora tangencjalnego — tego walca z łopatkami, na którym narasta pleśń
  • Dezynfekcja tacy kondensatu i sprawdzenie drożności odpływu
  • Sprawdzenie szczelności układu (czynnika nie ruszamy jeśli jest szczelny)
  • Kontrola jednostki zewnętrznej
  • Protokół serwisowy

To jest to, czego sam nie zrobisz. I to jest to, co odróżnia zdrową klimę od fabryki grzybów w ścianie.

Zdrowie kosztuje mniej niż leki

Przegląd klimatyzacji to koszt rzędu kilkuset złotych rocznie. Tyle, co jedna wizyta u dobrego pulmonologa plus antybiotyk. Albo tyle, co kilka dni zwolnienia.

Nieczyszczona klima nie zabije cię z dnia na dzień. Ale przez lata może ci zrobić takie rzeczy z drogami oddechowymi, że pożałujesz że oszczędzałeś 400 zł raz do roku.

To nie jest marketing. To jest arytmetyka.

Podsumowanie — w trzech zdaniach

Klimatyzacja sama w sobie nie szkodzi zdrowiu. Od klimatyzacji się choruje tylko wtedy, kiedy nikt jej nie serwisuje — bo staje się siedliskiem grzybów, które wdmuchuje ci prosto w płuca. Regularne przeglądy i wymiana filtrów to nie fanaberia, to podstawa zdrowego korzystania z urządzenia.

Jeśli myślisz o klimie do domu ale chcesz mieć pewność że będzie zdrowa — zacznij od montażu klimatyzacji ściennej u nas. Robimy od razu tak, żeby dało się ją później porządnie czyścić.

Źródła o wpływie pleśni i grzybów na drogi oddechowe: WHO — Indoor Air Quality Guidelines.